Moje gotowanie, co czytam i o czym myślę, trochę więcej niż blog kulinarny
sobota, 1 października 2016
SOS POMIDOROWY Z UMBRII Michael Tucker " Przepis na Umbrię"
Przeczytałam tą książeczkę. Typowa powieść kulinarna. Amerykanin kupuje dom w Umbrii i zachwyca się włoskim biesiadowaniem.
Przepisów nie ma , raczej opisy uczt i knajpek o różnym charakterze.
Ale inspiruje do zdrowego jedzenia, pełnego smaku, z dobrych produktów.
Zainspirowała mnie do ugotowania sosu pomidorowego ,używanego w Umbrii do pizzy i lasagnii. Ja też robię podobny ale wszystkie składniki duszę, byłam zdziwiona,że w tym regionie Włoch sos jest gotowany.
SKŁADNIKI
- pomidory ( u mnie około 2 kg)
- 2 marchewki
- 2 cebule
- 1/4 średniego selera
- sól
Porojone składniki gotowałam (zalałam wodą) do miękkości, (nie przykrywałam), zmiksowałam. Przelała do słoików i pasteryzowałam około 1/2 godz.
Sos wychodzi dość gęsty, myślę,że będzie świetny do włoskich dań "zimową porą"
Przepisów nie ma , raczej opisy uczt i knajpek o różnym charakterze.
Ale inspiruje do zdrowego jedzenia, pełnego smaku, z dobrych produktów.
Zainspirowała mnie do ugotowania sosu pomidorowego ,używanego w Umbrii do pizzy i lasagnii. Ja też robię podobny ale wszystkie składniki duszę, byłam zdziwiona,że w tym regionie Włoch sos jest gotowany.
SKŁADNIKI
- pomidory ( u mnie około 2 kg)
- 2 marchewki
- 2 cebule
- 1/4 średniego selera
- sól
Porojone składniki gotowałam (zalałam wodą) do miękkości, (nie przykrywałam), zmiksowałam. Przelała do słoików i pasteryzowałam około 1/2 godz.
Sos wychodzi dość gęsty, myślę,że będzie świetny do włoskich dań "zimową porą"
czwartek, 29 września 2016
OSTATNIE ZBIORY TEGO LATA
Wróciłam z Dźwirzyna ale nie mam czasu opisać co widziałam i jakie mam wrażenia z pobytu, no i oczywiście pokazania mnóstwa zdjęć. Zajęłam się domem i ogrodem, pora kończyć sezon. Obiecuję, że wrócę do nadmorskiego urlopu.
Dziś tylko pochwalę się swoimi ostatnimi zbiorami z warzywnika. Jest jeszcze cukinia, urosły mi dwie piękne dynie hokkaido i bardzo udały się pomidory odmiany San Marzano, nadal owocują i są odporne na choroby. Odmian smaczna ale przeznaczona głównie na przetwory.
Czeka nas jeszcze dużo pracy przed zimą ..... jak co roku.
Dziś tylko pochwalę się swoimi ostatnimi zbiorami z warzywnika. Jest jeszcze cukinia, urosły mi dwie piękne dynie hokkaido i bardzo udały się pomidory odmiany San Marzano, nadal owocują i są odporne na choroby. Odmian smaczna ale przeznaczona głównie na przetwory.
Czeka nas jeszcze dużo pracy przed zimą ..... jak co roku.
wtorek, 13 września 2016
piątek, 9 września 2016
ŚLIWKI NAJLEPSZE NA ŚWIECIE
Śliwek ciąg dalszy. Dojrzały nasze węgierki, połowa spadła bo robaczki je zjadły ale to co zostały na drzewie po prostu pycha!!! Z duszą na ramieniu zerwałam wiadro śliwek i zabrałam się do roboty.
A dlaczego " z duszą na ramieniu"?? Ponieważ dwa metry dalej jest nasza pasieka, a pszczoły jeszcze nie zapadły w zimowy sen. Było dobrze, widocznie gospodyni nie ruszają. Ale miałam pietra!!!
Wracam do śliwek. Zrobiłam kompoty. Opisywałam już sposób ich gotowania.
Tym razem gotowałam również dżem, z węgierek wychodzi najlepszy.
Ja gotuję śliwki z dodatkiem cukru żelującego i żelfiksu. Jest tylko jedno ale - nie trzymam się przepisu użycia tych produktów. Dodaję do śliwek "troche" cukru żelującego i "troche" żelfiksu.
Tzn. na 5litrowy garnek ok 1/3 cukru (pakowanie kilogramowe) i około 1/2 opakowania żelfiksu. Większa ilość cukru spowoduje, że dżem będzie BARDZO SŁODKI, a żelfiks utworzy mocną galaretę ,a ja wolę mieć śliwki w lekkim kisielu.
Sposób ten sprawdza się doskonale. Gotuję śliwki aż zaczną się rozgotowywać ale zachowują formę.
Taki dżemik zima wykorzystuję do naleśników, można jeść go łyżeczką, pachnie i smakuje jak świeże owoce,
A dlaczego " z duszą na ramieniu"?? Ponieważ dwa metry dalej jest nasza pasieka, a pszczoły jeszcze nie zapadły w zimowy sen. Było dobrze, widocznie gospodyni nie ruszają. Ale miałam pietra!!!
Wracam do śliwek. Zrobiłam kompoty. Opisywałam już sposób ich gotowania.
Tym razem gotowałam również dżem, z węgierek wychodzi najlepszy.
Ja gotuję śliwki z dodatkiem cukru żelującego i żelfiksu. Jest tylko jedno ale - nie trzymam się przepisu użycia tych produktów. Dodaję do śliwek "troche" cukru żelującego i "troche" żelfiksu.
Tzn. na 5litrowy garnek ok 1/3 cukru (pakowanie kilogramowe) i około 1/2 opakowania żelfiksu. Większa ilość cukru spowoduje, że dżem będzie BARDZO SŁODKI, a żelfiks utworzy mocną galaretę ,a ja wolę mieć śliwki w lekkim kisielu.
Sposób ten sprawdza się doskonale. Gotuję śliwki aż zaczną się rozgotowywać ale zachowują formę.
Taki dżemik zima wykorzystuję do naleśników, można jeść go łyżeczką, pachnie i smakuje jak świeże owoce,
czwartek, 8 września 2016
MAKARON Z OWOCAMI MORZA
Uwielbiam takie dania, szybko się robi, a smakuje doskonale. Tym razem wracałam późno do domu i musiałam wymyślić szybie danie. Wstąpiłam do sklepu i wpadły mi w oko krewetki a resztę składników miałam w domu, w tym mule w zamrażarce. I w ten sposób w dwadzieścia minut miałam obiad.
POTRZEBUJEMY
- makaron dowolny
- krewetki,
- mule bez muszli
- czosnek
- szalotkę
- białe wytrawne wino
- sól, pieprz, olej
Makaron gotuję a w tym czasie przygotowuje sos. Na oleju podsmażam pokrojoną w kostkę cebulę
z posiekanym czosnkiem, podlewam winem, doprawiam i chwile gotuję. Wrzucam krewetki i mule i trzymam na ogniu do momentu zagrzania się owoców morza. Dokładam ugotowany makaron.
POTRZEBUJEMY
- makaron dowolny
- krewetki,
- mule bez muszli
- czosnek
- szalotkę
- białe wytrawne wino
- sól, pieprz, olej
Makaron gotuję a w tym czasie przygotowuje sos. Na oleju podsmażam pokrojoną w kostkę cebulę
z posiekanym czosnkiem, podlewam winem, doprawiam i chwile gotuję. Wrzucam krewetki i mule i trzymam na ogniu do momentu zagrzania się owoców morza. Dokładam ugotowany makaron.
poniedziałek, 5 września 2016
CZYTAM Anna Wojtacha " Zabijemy albo pokochamy"
Mam ostatni szczęście trafić na książki intersujące na tyle, że pochłaniam je zarywając noce. Taki też jest zbir kilkunastu opowieści wojennej korespondentki Anny Wojtacha : Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji.
Autorka podróżuje po Rosji. Spotyka, ludzi w Moskwie, na dalekiej Syberii . Rozmawia z nimi, uczestniczy w ich życiu. Jej sposób na dotarcie do obcego człowieka to opowiadanie o sobie. Rozmówca się otwiera i powstają pasjonujące opowieści żołnierzy, pracowników tajgi,prostytutki, dziecka i matki weterana wojny w Czeczenii.
Autorka podróżuje po Rosji. Spotyka, ludzi w Moskwie, na dalekiej Syberii . Rozmawia z nimi, uczestniczy w ich życiu. Jej sposób na dotarcie do obcego człowieka to opowiadanie o sobie. Rozmówca się otwiera i powstają pasjonujące opowieści żołnierzy, pracowników tajgi,prostytutki, dziecka i matki weterana wojny w Czeczenii.
ZNAKI JESIENI
Zimowity zakwitły wyjątkowo wcześnie, czy to znak zbliżającej się zimy??? Chodziłam dziś po ogrodzie i odnajdywałam wśród kwiatów, owoców, warzyw,koniec lata. W kalendarzu jeszcze lato ale przyroda szykuje się już do spoczynku.
czwartek, 1 września 2016
CZYTAM Andrea Busfield "Wojna Afrodyty"
ANDREA BUSFIELD - WOJNA AFRODYTY
Sympatyczna powieść brytyjskiej dziennikarki Andrei Busfield.
Jako reporterka przebywała na Bliskim Wschodzie, w Afganistanie oraz na Cyprze. I właśnie ta powieść poświęcona jest tej wyspie.
Autorka w bardzo porywający i wciągający w akcje czytelnika sposób ,przedstawia burzliwe losy Cypru. Zaczynamy w 1955, kiedy Cypr jest pod okupacją brytyjską, aż do podziału wyspy na część turecką i grecką. A w tym czasie wojna, która nigdy się nie kończy i losy ludzi,kiedyś sąsiadów, z czasem wrogów.
Przeczytałam tą powieść "duszkiem" przez cztery zarwane noce.
Na pewno wrócę do tej pisarki.
Sympatyczna powieść brytyjskiej dziennikarki Andrei Busfield.
Jako reporterka przebywała na Bliskim Wschodzie, w Afganistanie oraz na Cyprze. I właśnie ta powieść poświęcona jest tej wyspie.
Autorka w bardzo porywający i wciągający w akcje czytelnika sposób ,przedstawia burzliwe losy Cypru. Zaczynamy w 1955, kiedy Cypr jest pod okupacją brytyjską, aż do podziału wyspy na część turecką i grecką. A w tym czasie wojna, która nigdy się nie kończy i losy ludzi,kiedyś sąsiadów, z czasem wrogów.
Przeczytałam tą powieść "duszkiem" przez cztery zarwane noce.
Na pewno wrócę do tej pisarki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















