czwartek, 2 lutego 2017

SZTUKA KOCHANIA

Byłam na filmie, bardzo fajny film. Tak bym go nazwała. Przez dwie godziny patrzyłam na ekran z błogim uśmiechem na twarzy. Uśmiech był wyrazem sympatii dla bohaterki. Pamiętam Panią Wisłocką  i moim zdaniem Boczarska, mając trudne zadanie, wywiązała się z niego wyśmienicie.
Nie byłam zachwycona scenografią pokazującą wnętrza okresu PRL. Pamiętam te czasy i mam wrażenie, że było lepiej niż to pokazali twórcy filmu.Ale może to celowe przerysowanie.
Ale nie o tym chciałam pisać, to tylko tak dla porządku.
Gdy ukazała się książka " Sztuka kochania" byłam po studiach, wchodziłam w życie. Atmosfera była wokół tej książki sensacyjna. Kserowaliśmy na światłoczułym papierze całą książkę, oczywiście w tajemnicy przed pracodawcą.To prawda, że wtedy, pod koniec lat 70-tych na temat seksu nie mówiło się i rzeczywiście książka to była rewolucja, głównie dla kobiet. Wisłocka  starała się uświadomić kobietom,że mają prawo do przyjemności w łóżku. Dla mnie jej praca, rozmowy z kobietami, w końcu książka wyzwoliły kobiety. Patrząc z perspektywy 40 lat mojego dorosłego życia na pewno to wydarzenie, wtedy, pogłębiło moją niezależność,, a to  mając swoje dobre i złe strony, zawsze było dla mnie ważne.
Patrzyłam na ten film i momentami widziałam siebie, w każdym bądź razie wywołał wspomnienia - MIŁE.

 

1 komentarz:

  1. Dopiero kilka dni temu obejrzałam film.Rzeczywiście scenografia nieco sztuczna. Wystarczyłoby poszukać miejsc, w których do dzisiaj jest naturalna, bo od tamtych czasów nic nie zmieniło się.Byłam w takim np.sanatorium w Ustroniu.Ale co innego w tym filmie poruszyło mnie najbardziej - tragiczny los autorki książki. Przeczytaj wywiad z córką Krystyną Bielewicz.

    OdpowiedzUsuń